Dotychczasowy trener drużyny i gwiazda zespołu Legionowa sprzed lat z - sezonu 2015/2016, do którego w tym wpisie wrócę - Michał Prątnicki, pożegnał się przed spotkaniem w Zabrzu z drużyną. Na stanowisku zastąpił go tymczasowo Krzysztof Tylutki, który jeszcze do niedawna ubierał zawodniczą koszulkę.
Mecz z Zabrzem można było potraktować treningowo, sprawdzić jak zespół zareaguje na zmianę szkoleniowca i przećwiczyć jakieś warianty przed ważnym pojedynkiem z Azotami Puławy w niedzielę.
Puławy nie mają najlepszego okresu, notują ostatnio niespodziewane porażki, a dziś mierzą się z Industrią Kielce (mecz zaczyna się w chwili pisania tej notatki). Gdy prześledzić składy Puław w ostatnich meczach, nie było w nich Łukasza Gogoli, co w pewnym sensie tłumaczy słabszą postawę zespołu.
Gogola jest w tej drużynie liderem, w swoich 13 meczach zdobył imponujące 103 gole i zanotował 96 asyst. Gdyby nie trzy mecze pauzy, byłby zapewne liderem strzelców Orlen Superligi. Niestety dla nas znajduje się w składzie na mecz z Kielcami, a Puławianie potraktują ten mecz treningowo.
Tymczasem my graliśmy w Zabrzu i zaczęliśmy niewesoło: w pierwszych siedmiu minutach zmarnowaliśmy 5 sytuacji i przegrywaliśmy 0:4. Dodatkowo w jednej z akcji straciliśmy Damiana Pawelca, który nie mógł o własnych siłach zejść z boiska.
Nie należało się jednak przejmować wynikiem (Damianem już tak), tylko grać swoje i ćwiczyć ćwiczyć ćwiczyć.
W 17 minucie sporo ożywienia do naszej gry wniósł Dawid Petlak, któremu zaczęły wychodzić firmowe akcje, czyli pojedynki jeden na jeden przed linią 6 metra. Dawid czuł się jak spuszczony ze smyczy pod nieobecność trenera Prątnickiego i raz po raz kąsał obronę rywali, która wydawała się być na niego kompletnie nieprzygotowana.
To był świetny mecz Dawida, który zdobył łącznie 5 bramek i zanotował 4 asysty.
Po drugiej stronie tego dobrego wrażenia znajdował się niestety Kamil Ciok, który walnie przyczynił się do tego, że znów w całym meczu zanotowaliśmy dużą ilość strat piłek. Kamil zaczął niewiarygodnie anemicznie i oprócz strat, spudłował do pustej bramki z połowy boiska oraz zaliczył błąd kroków w wyprowadzanym kontrataku. Ja rozumiem, że takie błędy się zdarzają, ale jeśli popełniasz je seryjnie na przestrzeni kilku minut i nikt cię nie zmienia, robi to przygnębiające wrażenie. Zwykle po takiej grze, Mateusz Chabior jest sadzany na ławce, a Dawid Petlak do końca się nie pojawia na parkiecie. Kamil grał praktycznie non stop i to pokazuje słabość naszego zespołu. Bo albo nie mamy żadnego innego obrońcy, który by to załatał, albo Kamil w tym zespole jest nie do ruszenia dopóki trenerem będzie jego kolega Krzysztof Tylutki.
No sorry, ale te straty tak denerwują, że będę punktował brak konsekwencji w takich przypadkach.
Kamil odpowiada za obronę przede wszystkim i powinien grać maksymalnie bezpiecznie, aby nie nabijać statystyki straconych piłek. Tymczasem zespół z Legionowa na przestrzeni dwóch meczów zanotował 28 strat piłek, po 14 w meczu z Ostrowem i Zabrzem. Dla porównania Śląsk Wrocław pod batutą Patricka Liljestranda traci po 8 piłek na mecz. Gorzej wypadaliśmy tylko w meczu nr 2 i 3 - z Kwidzynem i Ostrowem, gdzie łącznie straciliśmy 32 piłki. Jeśli z Azotami nie uda się ich zmniejszyć, zwyczajnie nie mamy szans.
Tymczasem Kamil czuł się w meczu na tyle pewnie, że wziął się nawet za strzelanie karnych, gdy przestało wychodzić Mateuszowi Chabiorowi, 2/3 weszło. Zanotował 7 asyst - super, ale te straty przyćmiewają...
Kamil Ciok był też zawodnikiem Legionowa w sezonie, o którym wspomniałem na początku wpisu, czyli 2015/2016 - kiedy to Legionowo jako beniaminek stanowiło rewelację Superligi i ostatecznie zakończyło rundę zasadniczą
na rewelacyjnym 5 miejscu! Za nami znalazły się takie drużyny jak Chrobry Głogów, Górnik Zabrze, Gwardia Opole i cztery inne drużyny. Kamil Ciok był tam skrzydłowym, ale nie był oceniany zbyt wysoko. W zespole rządzili Białorusin
Witalij Titow, który został nawet którem strzelców tego sezonu, nasz niedawny szkoleniowiec Michał Prątnicki (103 bramki w 28 meczach), obrotowy Tomasz Kasprzak, który w tamtym sezonie zakończył karierę oraz rewelacyjny bramkarz Tomislav Stojkovic, rozważany nawet jako najlepszy bramkarz ówczesnej Superligi! Drugim bramkarzem był Mikołaj Krekora, który napsuł nam krwi w Arenie w ostatnią niedzielę.
W sezonie 2015/2016 wygraliśmy w Arenie aż siedem meczy, przegrywając tylko cztery.
Dziękujemy Michale za wszystko co zrobiłeś dla piłki ręcznej w Legionowie i życzymy powodzenia w dalszej karierze trenerskiej !
Tymczasem w Zabrzu do formy wracał Filip Fąfara, który w 45 minucie rzucił bramkę na minus cztery, a w całym meczu miał tych bramek 4.
Drugą połowę zagraliśmy z Zabrzanami na remis i to nawet dobry prognostyk przed meczem z Puławami. Musimy tylko okiełznać te straty!
Komentarze
Prześlij komentarz