Pierwsze zwycięstwo w Superlidze - Śląsk zdominowany w Arenie !
Sobota-16 listopada 2024 roku. Śląsk Wrocław przyjechał do Legionowa obolały wysoką porażką przed własną publicznością w środę z Ostrowem Wielkopolskim, ale to wciąż była drużyna, która zgromadziła więcej punktów w tabeli od nas. Nie znaliśmy dotąd smaku zwycięstwa i chociaż mecz z Kaliszem nam całkiem dobrze wyszedł, to piłka ręczna potrafiła być dla nas okrutna: jednego dnia grasz dobry mecz, ale przegrywasz, bo głowa, bo brak szczęścia, bo to, bo tamto, innym razem masz gorszy dzień i też przegrywasz...
Wrocław pokonał w Superlidze na wyjeździe Kwidzyn i po karnych Piotrkowianina, my NIKOGO.
Przegrana ze Śląskiem praktycznie pozbawiłaby nas wiary w cokolwiek w tym sezonie, więc presja na piłkarzach spoczywała ogromna.
Ale na szczęście wyszliśmy z tej próby zwycięsko cały czas kontrolując wynik spotkania.
Był to przede wszystkim bardzo dobry mecz rozgrywających - Mateusza Chabiora, Filipa Fąfary i Adama Laskowskiego.
Mimo dominacji nie obyło się bez dramatycznych zwrotów akcji w tym spotkaniu.
W pierwszej połowie kapitalne spotkanie rozgrywał Chabior, który do przerwy rzucił 6 goli i świetnie prowadził grę naszego zespołu
zdjęcie Mariusza Sokalskiego - prawdopodobnie pochodzące z tej akcji:
Mateusz harował za dwóch, więc około 20 minuty trzeba było dać mu odpocząć i zmienić na Adama Laskowskiego, który zaczął grać na tyle dobrze, że tamten mógł odpoczywać aż do przerwy.
Po pierwszej połowie wynik meczu to 18:13 na korzyść Legionowa
I całe szczęście, że to był także dzień Adama, bo tuż po przerwie, w 33 minucie Mateusz wyleciał z boiska z czerwoną kartką po faulu na obrotowym Śląska - Pawłu Salaczu. Aplikacja Orlen Superligi nie podaje warunków fizycznych Salacza, ale chłop wygląda na 2m10cm i jakieś 120 kg biegających po parkiecie. Jest potężny, na szczęście grał z nami na poziomie 67% skuteczności.
Gdy Chabior został usunięty z boiska było 18:14, źle zaczynaliśmy drugą połowę: dołożyliśmy ze dwie straty i kilka nieudanych rzutów, jakby to zapowiadało nerwowość po naszej stronie. Jednak brak lidera podziałał na resztę chłopaków jak zimny szlauch na rozpaloną głowę. Adam Laskowski szybko zrozumiał, że musi wziąć ciężar na siebie, no i z każdą minutą rozkręcał się też Filip Fąfara, który przejmował kierowanie grą na swoje barki.
Zaczęliśmy grać energicznie i precyzyjnie, jakby widmo kolejnej głupiej porażki nie miało wchodzić w grę. Odblokował się Kamil Adamczyk, który do tej pory wyglądał na totalnie zablokowanego mniej więcej od trzech spotkań.
Bramkę rzucił Adamczyk, potem dwie Fąfara i zrobiło się 21:14.
Goście odpowiedzieli trafieniem Bartosza Nastaja i skutecznym karnym Konrada Cegłowskiego, który tego dnia wychodził tylko na karne, ale był w tym elemencie piekielnie skuteczny.
Filip Fąfara wyglądał bardzo pewnie i takoż egzekwował po naszej stronie karne. To twardy i nieustępliwy zawodnik, który dzisiaj nie miał zamiaru przegrać z Wrocławiem. Być może ta nieustępliwość sprawiła, że on też wyleciał z parkietu z czerwoną kartką po faulu na Pawle Nastaju!
Filip robił na mnie na tyle dobre wrażenie, że chwilę wcześniej zdecydowałem się zagłosować na niego w wyborze gracza meczu. Dzięki jego energicznej grze prowadziliśmy w 46 minucie ośmioma bramkami i ten rezultat kontrolowaliśmy już do końca. Dwóch naszych najlepszych zawodników zostało usuniętych, ale zmiennicy ani myśleli bawić się w nerwową końcówkę. Ostatecznie myślę, że proces tego dnia jeszcze mocniej konsolidował drużynę, która zwiększyła poziom wzajemnego zaufania.
Legionowo w liczbach:
- wynik meczu z Wrocławiem 39:30
- liczba strat: 12 po naszej stronie, 11 po stronie Wrocławia
- Filip Fąfara 7 goli, 9 asyst
- Kamil Adamczyk 4 gole, 6 asyst
- Adam Laskowski 5 goli, 4 asysty
- Mateusz Chabior 6 goli, 3 asysty
- Michał Słupski 5 goli
- Dawid Balcerek 31% skuteczności w bramce, 12 obronionych rzutów


Komentarze
Prześlij komentarz