Jak budować drużynę od zera w Legionowie

 



No cóż - jesteśmy właśnie po meczu z Piotrkowianinem. Mecz katastrofa, tak jak cały tydzień Polaków w europejskich handballowych pucharach. Po świetlanym zwycięstwie ze Śląskiem cofnęliśmy się do Średniowiecza i odwróciliśmy praktycznie wszystko co było dobre z meczu z Wrocławiem. 

Liderzy? Praktycznie brak. Co któryś się brał za kierowanie grą wpadał szybko we frustrację - w pierwszej połowie odpadł Mateusz Chabior z meczu marnując dwa karne i rzucając na najniższym poziomie w drużynie, czyli 28,6% skuteczności. W drugiej Filip Fąfara tak się zagotował, że najpierw wylądował na ławce kar na 4 minuty  (pierwszy raz widziałem tak długą karę zawodnika), a potem próbował rzucać ze wszystkiego co się dało i trener musiał go ściągnąć z parkietu. Wynik 31:27 jest lepszy niż gra, za to Piotr Rutkowski z Piotrkowianina pokazał jak się lideruje i przyładował 10 bramek do siatki Legionowian.  

Nie mieliśmy bramkarza, bo Dawid Balcerek w pierwszej połowie bronił na poziomie 9%, a Casper Liljestrand niewiele wniósł kończąc mecz z 15% skutecznością (2 obronione piłki). Spudłowaliśmy 3 karne i sytuacje sam na sam bez liku. Wynik do przerwy na minus jeden, ale druga połowa dość długo wyglądała na pogrom naszej drużyny. 

Drużyna posypała się od około 38 minuty, gdy na tablicy wyników było minus 4

Dlatego dziś lekko zmieniam temat i zamiast pastwienia się nad Legionowem przywołam fragment fantastycznej książki Ryana Holidaya, którą da się zastosować zarówno w sporcie jak i w życiu, o tytule - "Ego to twój wróg"

Polecam wszystkim sportowcom, prezesom, trenerom oraz ludziom zmagającymi się z wyzwaniami, aby okiełznać tę niezwykle trudną do uchwycenia siłę, która plącze nogi we wspinaczce do sukcesu, bo dziś łatwiej, niż kiedykolwiek wpadać w pułapkę ego
Jak sprawdzić czy jesteśmy na to szczególnie narażeni? Zastanów się nad tym co tobą kieruje, gdy chcesz coś osiagnąć - czy po to aby czegoś dokonać, czy aby stać się KIMŚ, np. być ponad innymi i zbierać lajki na instagramie?


Bycie kimś może być wprawdzie efektem ubocznym naszych starań, ale nie powinno być obiektem naszej uwagi.

Nie jestem jakimś ekspertem od budowania drużyn, ale znalazłem w książce świetny fragment, który można zastosować do ekipy z Legionowa:
W roku przed przybyciem Walsha drużyna 49ers wygrała 2 mecze przy 14 porażkach. Zespół nie mógł nikogo wybrać w drafcie, był zdemoralizowany, załamany i osadzony w kulturze przegrywania. W pierwszym sezonie Walsha drużyna przegrała następnych 14 spotkań. W drugim roku pracy Walsh prawie zrezygnował, ponieważ nie był przekonany, że zdoła odnieść sukces. Jednak po 24 miesiącach od objęcia drużyny (i niewiele ponad rok od momentu, w którym zrezygnował) stał się "geniuszem", który wygrał w Super Bowl. 
Jak do tego doszło? Czy nie było to częścią "planu"?

Wyjaśnienie polega na tym, że gdy Bill Walsh objął zespół, nie skupiał się bezpośrednio na wygrywaniu. Zamiast tego wdrożył coś co nazwał standardem wykonania. Standard ów obejmował to, co kiedy i jak należy robić zarówno na najbardziej podstawowym poziomie, jak i w całej organizacji. Walsh miał tylko jeden plan, a polegał on na wdrożeniu tych standardów. 

Walsh skupiał sie na pozornie banalnych szczegółach: gracze nie mogli siadać na boisku treningowym, trenerzy musieli nosić krawaty i wkładać koszule w spodnie, wszyscy mieli dawać z siebie maksimum wysiłku i zaangażowania, niezbędna była sportowa postawa, szatnia musiała być schludna i czysta, bójki, palenie i przekleństwa były zabronione, rozgrywający wiedzieli, gdzie i jak mieli przytrzymywać piłkę, napastnicy powtarzali 30 różnych kluczowych ćwiczeń, podania były śledzone i oceniane z dokładnością do cala, treningi rozpisywano co do minuty. 

Błędem byłoby myśleć, że najważniejsza była kontrola. Standard wykonania miał prowadzić do uzyskania doskonałości. Wymienione tu na pozór proste standardy były ważniejsze niż jakaś wielka wizja lub pokazywanie graczom, kto tutaj rządzi. Walsh uważał, ze jeśli gracze zadbaja o szczegóły, to "wynik zadba o siebie". Zwycięstwa przyjdą same.

Walsh był wystarczająco silny i pewny siebie, aby wiedzieć, ze ustalone standardy ostatecznie doprowadzą do wygranej. Jednocześnie był dostatecznie pokorny, by mieć świadomość, że nie da się przewidzieć momentu nadejścia zwycięstw. A że stało się to szybciej, niż osiągnął to jakikolwiek inny trener w historii? No cóż, był to szczęśliwy zbieg okoliczności. 





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Dwa mecze PRAWDY Legionowa na koniec 2025 roku

Bohaterowie wygranej z Opolem

Homerycki opis Wisły Płock