W poszukiwaniu radości z gry...
Mecz z Płockiem w Arenie, 20 października 2024 roku, był okazją, żeby pokazać się na tle renomowanej europejskiej drużyny. Zagrać nie dla wyniku, ale dla samego procesu gry. Płocczanie są w świetnej formie: pokonali tydzień temu Kielce, ośmioma bramkami rozprawili się w Lidze Mistrzów z Macedońskim Eurofarm Pelister, Chrobry Głogów powalili na deski 21 bramkami różnicy na starcie sezonu.
Nam taki mecz jest potrzebny, żeby powalczyć z potęgą, nie zwieszać głów mimo serii porażek, strzelać gole Marcelowi Jastrzębskiemu, czy Hallgrimssonowi... Jejku, jaki ten Islandczyk jest potężny, szczupły i sprawny! Wygląda w bramce jak jakiś pająk w czerwonym trykocie. Po co im Norweg Bergerud od lipca 2025?
Atmosfera wokół meczu znakomita, przyjechali kibice z Płocka, po obu stronach gorący, kulturalny doping. Siedziałem w środkowym rzędzie z dwójką znajomych, za mną jakieś dziecko skandowało zabawnie cienkim głosem "KPR.....KPR....KPR.....KPR..." w rytm rozpędzonych bębnów.
I ten mecz nam całkiem wyszedł, przegraliśmy pierwszą połowę tylko czterema bramkami, a drugą trzema, czyli sumarycznie mniej niż Macedoński Pelister:
26:33
Długo na tablicy utrzymywał się wynik remisowy, Legionowianie wyglądali na poukładanych i zmotywowanych, każdy chciał zagrać jak najlepiej, a brylowali najwięcej Mateusz Chabior i Michał Słupski. Jedynie Casper Liljestrand nie był w stanie złapać żadnej z 10 piłek, które leciały w jego stronę. Dawid Balcerek, który go zmienił do końca meczu odbił 7 piłek przy przyzwoitej 26% skuteczności i potwierdził, że jest w wyższej formie.
Do przerwy zanotowaliśmy 5 strat piłek, co też pokazuje postęp. Graliśmy dynamicznie i z polotem, wiele bramek było pięknych. Jedyne do czego można by się przyczepić to nasza obrona. Zespół z Płocka nawet zbytnio się nie wysilał, by znajdować luki i wjeżdżać w nią jak w masełko. Mierzący 178cm wzrostu rozgrywający Miha Zarabec nie miał żadnego problemu, aby znaleźć pozycje do rzutu. My musieliśmy w tym względzie wykazać się większą kreatywnością i zajadłością.
Mimo dobrej gry jeszcze w pierwszej połowie zmieniony został Mateusz Chabior jak i większość szóstki, która na początku przebywała na parkiecie. Adam Laskowski pokazywał się z dobrej strony: grał skoncentrowany i na luzie, bez tej okrutnej presji wyniku. Taki był widać zamysł trenera, żeby zrobić przegląd swojego wojska
W drugiej połowie Mateusz gdzieś zgubił swój rytm z pierwszej części, rozgrywał niedokładnie i zanotował kilka strat. Uważne oko mogło dostrzec, ze Płocczanie inaczej zarządzają rytmem gry. Przed oddaniem rzutu starają się podkręcić prędkość podawania piłek, zawodnicy biegają jak pszczoły uwijające się w ulu. U nas to nie zawsze dobrze wygląda. Tracimy piłkę najczęściej wtedy, gdy gramy wolno i zachowawczo, próbując na raz znaleźć partnera na pozycji rzutowej i przyspieszyć w tym jednym podaniu.
Brakowało też Kamila Adamczyka, który gaśnie z każdym kolejnym meczem - z Płockiem ani jednej bramki czy asysty.
Kolejne mecze jakie nas czekają to:
- w piątek 25.10 na wyjeździe w Kaliszu
- potem po dłuższej przerwie w okolicach 16 listopada w Arenie z Wrocławiem
- z Piotrkowianinem w następny weekend
- 12. Piotrkowianin 6 pkt w 9 meczach
- 13. Śląsk Wrocław 5 pkt w 6 meczach
- 14. Legionowo 0 pkt w 9 meczach

Komentarze
Prześlij komentarz