Strzał w stopę... a może nawet w kolano
3 października 2024 roku - 50 minuta meczu z Zagłębiem Lubin w Arenie. Jest dobrze. Po bramce Mateusza Chabiora z rzutu karnego wygrywamy trzema golami, a do końca meczu zostało 10 minut. Chabior gra świetny mecz, skończy go z 10 golami i 11 asystami. Dublet. To był w końcu taki Mateusz na jakiego czekaliśmy od sierpnia.
Pierwsza połowa była wyśmienita. Dawid Balcerek obronił trzy karne z rzędu, ogólnie 6 strzałów na 40% skuteczności - kolejny świetny mecz tego zawodnika! Prowadziliśmy czterema golami i modliliśmy się, aby nie zaczęły się te feralne straty piłek.
W 36 minucie Balcerek broni czwarty rzut karny z rzędu, ale nasza obrona nie złapała odbitej piłki i po dobitce wylądowała w siatce. Mecz w drugiej połowie jest wyrównany, delikatnie nas doganiają, ale w 50 minucie to wciąż są trzy gole przewagi.
50 minuta.
Katastrofa się zaczęła wraz z tym jak nasz trener ściągnął bramkarza wprowadzając w pole siódmego zawodnika. Przy takiej ilości strat jakie notowaliśmy w poprzednich spotkaniach było to samobójcze posunięcie. Gdy straciliśmy piłkę i zaraz po tym gola wycofał się z tego, ale nasi zaczęli nagle grać statycznie. Uspokajać grę, zamiast dążyć do dynamicznego podkreślenia dominacji. Tworzyliśmy sytuacje, ale pudłowaliśmy: najpierw Sławomir Lewandowski, potem Filip Fąfara. Eliasz Kapela trafił z najbliższej odległości w słupek. Za to goście byli coraz mocniej zdeterminowani, widząc paraliż gospodarzy. Szczególnie dawali się we znaki Jan Czuwara i Paweł Krupa - potężny łysy kolo, który szedł w pojedynki jeden na dwóch nawet i pokazywał ogromną determinację w kontraście do uchodzącego z nas powietrza. Nie mieliśmy nawet tych strat, po prostu oni byli skuteczni, my nie. Kolejno gole zdobywali:
- Drozdalski
- Czuwara
- Dutkowski
- Czuwara



Komentarze
Prześlij komentarz